poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 9

Obudziły mnie promienie słońce padające prosto na moją twarz. Obróciłam się na drugi bok, otworzyłam oczy i zobaczyłam na zegarku godzinę 10:57. Postanowiłam już wstać. Wyciągnęłam się, a następnie usiadłam na skraju łóżka. Byłam cała zaspana, ale to, co ujrzałam od razu mnie rozbudziło. Dam sobie rękę uciąć, że mój krzyk usłyszeli sąsiedzi.
W kącie pokoju na brązowym fotelu siedział blond włosy chłopak. Moja wystraszona twarz rozbawiła go, ponieważ głupio się zaśmiał.
- Ładnie wyglądasz podczas snu. - wstał i zaczął przechadzać się po pokoju. Zatrzymał się przy półce, na której stały zdjęcia. - Mam nadzieję, że posłuchałaś mnie i nic nie powiedziałaś koleżance, o tym, co się wydarzyło? - zapytał, biorąc w tym samym czasie zdjęcie, na którym byłam ja razem ze starszą siostrą. Gdy nic nie odpowiadałam obrócił głowę w moją stronę i podniósł brew. Pokiwałam szybko głową, na co uśmiechnął się i wrócił do oglądania zdjęć. Wziął do rąk ramkę, na której byłam ja oraz mój dawny przyjaciel Michael. Siedziałam mu wtedy na plecach. Ja zrobiłam głupią minę, a Mike uśmiechnął się słodko. Mieliśmy tam po 16 lat. Dokładnie pamiętam ten dzień.
Przyszedł do mnie wtedy, bo moi rodzice robili grilla. Gdy on siedział i gadał z nimi, ja szłam z sokiem w szklance. Potknęłam się i niechcący wylałam go na jego bluzkę. Rozzłoszczony zaczął gonić mnie po całym ogrodzie. Złapał mnie, po czym zaczął łaskotać. Następnie wziął mnie na barana. Moja siostra przechodziła wtedy obok nas i poprosiła, abyśmy zapozowali do zdjęcia.
Na samo wspomnienie na moją twarz wkradł się mały uśmiech.
Horan długo przyglądał się temu zdjęciu, po czym odłożył je na miejsce.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam cicho, gdy on skończył oglądać zdjęcia i obrócił się w moją stronę.
- O 22 przyjadę po Ciebie. Ubierz krótką spódniczkę. - puścił mi oczko i uśmiechnął się, lecz ten uśmiech nie dotarł mu do oczu.
- Chyba śnisz. - prychnęłam. Na jego twarzy ujrzałam zdziwienie. Nie spodziewał się, że sprzeciwie mu się. Zaczął iść w moją stronę wolnym krokiem. Przestraszyłam się, co spowodowało moje małe kroki do tyłu. Niestety za mną stało łóżko. Potknęłam się o nie, a następnie wylądowałam na miękkim materacu.
Mężczyzna wykorzystał ten moment i usiadł na moich udach. Chciałam go zepchnąć, ale wziął moje ręce i trzymał je nad mą głową jedną dłonią. Pochylił się i zaczął jeździć nosem po mojej szyi, a następnie ją całować. Wierciłam się i krzyczałam, lecz on nic sobie z tego nie robił.
- Ubierz - pocałunek - krótką - drugi pocałunek - spódniczkę - i kolejny pocałunek.
Nie odzywałam się ani nie wierciłam. Nie miałam już siły. Chciałam, aby jak najszybciej stąd poszedł. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. Chłopak widząc to otarł kilka moich łez i powiedział:
- Bądź gotowa na 22. Pamiętaj: nie lubię, gdy ktoś się spóźnia. - po czym bez słowa wyszedł. Wstałam szybko i poszłam do łazienki.
Moje oczy były czerwone od łez. Przemyłam twarz zimną wodą i oparłam się o szafkę. Wzięłam kilka wdechów i wydechów, a następnie, gdy się trochę uspokoiłam wzięłam szybki prysznic.
Z kuchni wzięłam miskę płatków i usiadłam na kanapie z laptopem. Włączyłam mój ulubiony serial i tak spędziłam cały dzień.
Nim się obejrzałam na zegarku wybiła godzina 21:20. Szybko wyłączyłam laptopa, umyłam miskę i poszłam do łazienki. Umalowałam się tak, jak na co dzień, czyli fluid, puder, tusz do rzęs i róż. Miałam dylemat, w co się ubrać. Na początku chciałam ubrać spódnicę żeby Horan się nie złościł, ale postanowiłam nie robić tego, co on chce. Żyjemy w wolnym kraju. Po wewnętrznej walce założyłam jeansowe rurki, czarną koszule i białe adidasy. Gdy byłam już gotowa sprawdziłam na telefonie godzinę. Na wyświetlaczu była 21:56. Na szczęście nie spóźniłam się. Bałam się tego, że nie wiedziałam gdzie tajemniczy chłopak mnie zabiera. Nie miałam ochoty nigdzie z nim wychodzić.
Gdy myślałam o tym wszystkim poczułam wibracje w kieszeni. Była to moja komórka. Wyciągnęłam ją i zobaczyłam, że to sms.

Od nieznany:
Czekam pod blokiem. N

Nie brałam żadnej torebki. Potrzebny mi będzie tylko telefon i pieniądze, a to schowałam w kieszeni. Wzięłam jeszcze z wieszaka skórzaną, czarną kurtkę i wyszłam zamykając drzwi.
Zobaczyłam pod blokiem czarnego mustanga. Koło drzwi pasażera opierał się Horan. Miał na sobie czarne rurki, białą koszulę i jeansową kurtkę. Jego niebieskie oczy przysłaniały ciemne okulary. Nie wiem, po co je założył, przecież jest noc.
Podeszłam do niego, a on zmierzył mnie wzrokiem, po czym otworzył mi drzwi auta. Bez słowa wsiadłam. Tą samą czynność powtórzył mężczyzna.
Przez kilka minut jechaliśmy w ciszy, ale Niall postanowił ją przerwać.
- Czemu nie założyłaś spódniczki? - zapytał. Poruszyłam się niespokojnie na siedzeniu. Już myślałam, że o tym zapomniał.
- Nie chciałam. Żyjemy w wolnym kraju. Nie muszę robić tego, co Ty chcesz. - powiedziałam odważnie. Popatrzył na mnie, a następnie mocniej wcisnął pedał gazu. Jechał z bardzo szybką prędkością nie zważając na przepisy drogowe. Serce niemal podeszło mi do gardła.
- Zwolnij! - krzyczałam, ale nic sobie z tego nie robił. - Chcesz nas zabić?! - w połowie zdania załamał mi się głos. Nie chciałam tak zginąć. - Boże, okej! Przepraszam! Będę robić, co chcesz tylko zwolnij!
- Obiecujesz?
- Tak, obiecuje! - wykrzyczałam. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co właśnie powiedziałam, ale nie miałam innego wyjścia. Wiedziałam, że wkurzył się o to, co powiedziałam mu na temat spódniczki.
Zaśmiał się, po czym wjechał na plac pełen ludzi. Nie wiedziałam, co tu się znajduje. Na pewno nie była to dyskoteka. Mijaliśmy pełno osób. Dziewczyny ubrane były w sukienki, które więcej odsłaniały niż zasłaniały. Miały bardzo mocny makijaż. W ogóle tu nie pasowałam. Ciesze się, że nie ubrałam się tak, jak kazał mi Horan, ponieważ mężczyźni tylko ślinili się na widok tych kobiet.
Byłam tak bardzo zajęta oglądaniem tego wszystkiego, że nawet nie wiem kiedy zatrzymaliśmy się. Horan wyszedł z auta i podszedł do jakiejś grupki. Prychnęłam. Nawet nie mógł na mnie poczekać. Otworzyłam drzwi i stanęłam na asfalcie. Nie wiedziałam, co robić. Czy mam do nich podejść czy stać tu, jak jakaś idiotka.
Postanowiłam do nich pójść. Szłam powolnymi krokami w ich stronę. Po chwili poznałam, że jest tam jego czwórka przyjaciół, czterej nieznani mi mężczyźni i dwie kobiety.
Stanęłam koło Zayna. Na przeciwko mnie był Niall, który siedział na masce jakiegoś czerwonego auta, a w pośrodku jego nóg stała blondynka, która niemal wsysała chłopaka. Zrobiłam obrzydzoną minę i usłyszałam śmiech mulata. Spojrzałam na niego.
- Nie wiedziałem, że Niall Cię tu zabierze. - zaśmiał się.
- Długo tu raczej nie pobędę. - uśmiechnęłam się sztucznie. Zayn podniósł jedną brew do góry, a następnie napił się piwa. Dopiero teraz zauważyłam, że trzyma je w ręce.
- Nie radziłbym Ci uciekać. Horan się wkurzy.
- Co mnie obchodzi Horan. On nawet nie zwraca na mnie uwagi. - poskarżyłam się. Nie to, że byłam zazdrosna. Po prostu, jeśli mnie tu zabrał to mógłby chociaż mnie przedstawić czy coś, a nie zostawiać w grupie nieznanych mi osób i lizać się z jakąś tanią blondynką. Widać po jej ubiorze jaka jest. Czerwona sukienka, która nie zasłaniała jej tyłka i wysokie czarne szpilki. Cóż za oryginalność, ale niestety mężczyźni na takie coś lecą.
- Kogo my tu mamy. - usłyszałam za mną. Obróciłam się i zauważyłam trójkę pozostałych przyjaciół blondyna. To zdanie, o ile dobrze pamiętam wypowiedział Harry.
- Ta, cześć, chyba. - wymamrotałam.
- Niall Cie niezbyt ugościł. - zaśmiał się Louis. - Trzymaj. - wystawił w moją stronę puszkę piwa.
- Nie chce. - odmówiłam od razu, ale on dalej nalegał. - Ja nie piję. - powiedziałam głośniej. Nie lubię, gdy ktoś wciska mi coś na chama.
- Jeżeli nie chce to jej nie dawaj. - krzyknął jakiś głos. Odwróciłam się i zrozumiałam, że był to Horan. Patrzył w naszą stronę niezbyt miłym wzrokiem. U jego boku dalej była przyczepiona tamta dziewczyna. Popatrzyła na mnie i zrobiła krzywą minę. Jakbym była jakaś trędowata. Miałam ochotę podejść do niej i ją uderzyć, ale się powstrzymałam.
- Okej, uspokój się. - zaśmiał się Tomlinson.
- Jesteś gotowy? - zapytał Liam. Niall pokiwał głową i się uśmiechnął zwycięsko. Nie rozumiałam ich. Na co gotowy?
- Sprawdziłeś wózek? - zapytał blondyn.
- Tak. Wszystko jest w porządku. - oznajmił mu Payne.
- Z kim jedziesz? - tym razem głos zabrał nieznany mi chłopak. Z tej odległości widziałam, że był ubrany w jeansowe rurki i białą koszule. Jego włosy były zielone, ale pasowały mu.
Niall kiwnął głową w moją stronę i wszyscy spojrzeli na mnie.
- Co? Gdzie mam z Tobą jechać? - powiedziałam, a wszyscy zaczęli się śmiać. Tak, bardzo śmieszne.
- Ona nic nie wie? - zapytał chłopak z ciemniejszą skórą. Niall westchnął
- Liam wytłumacz jej. Ja idę jeszcze sprawdzić samochód. - powiedział, po czym poszedł. Wszyscy również się rozeszli i zostałam tylko ja i Payne.
- O co w tym wszystkim chodzi?! - uniosłam się.
- Horan bierze udział w wyścigu. Oczywiście każdy zawodnik musi mieć towarzyszkę, a Niall wybrał Ciebie. - oświadczył. Dopiero wtedy zrozumiałam, że jestem na nielegalnych wyścigach Street Racing, które cieszyły się dużą popularnością. Kiedyś koleżanka opowiadała mi o nich. Każdy uczestnik przed wyścigiem wybiera sobie partnerkę, z którą jedzie. Mówiła również, że pewnego dnia był tutaj wypadek. Kierowca przeżył, ale jego partnerka nie.
Zrozumiałam również, że ja będę towarzyszką Nialla i mogę umrzeć.


Od autorki: Przypominam o hasztagu #TheCallFF na twitterze :)

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 8

Po 15 minutach metalowe drzwi otworzyły się. Stanął w nich brązowooki mulat. Na sobie ma czarne rurki i białą bluzkę. Jego idealnie ułożone włosy są postawione na żelu.
W głębi duszy miałam cichą nadzieję, że to nie on jest tym Zaynem, który miał mnie odwieźć do domu. Niestety znowu się zawiodłam. Od pierwszego spotkania z nim nie spodobał mi się. Jego tajemniczość, jak i wygląd przeraża mnie,
- Idziesz czy będziesz się tak gapić? - zapytał oschle. Nie wiedziałam, że tak długo na niego patrzyłam. Pokiwałam szybko głową i ruszyłam za nim. Chciałam, jak najszybciej się stąd wynieść.
Szliśmy ciemnym korytarzem. Piwnica, w której się znajdowałam była ogromna. Znajdowało się w niej dużo innych pomieszczeń. Nawet nie chce wiedzieć kogo oni tam trzymają, i co im robią.
W oddali zauważyłam światło, które było w innym pokoju. Pewnie prowadzi ono do wyjścia z tego piekła.
Stawiałam małe kroki po schodach aż w końcu znalazłam się w pięknym domu. Była to kuchnia urządzona w jasnych barwach. Na środku znajdowała się wyspa kuchenna, na której stała miska, a w niej różne owoce. Po prawej stronie było wielkie okno wpuszczające promienie słońca na przeciwległą ścianę, na której znajdowały się obrazy.
Przyjrzałabym się im, lecz uniemożliwiła mi to ręką Zayna. Pociągnął mnie i szedł dalej trzymając mnie za dłoń. Chciałam się wyrwać, ale jego ręka zacisnęła się bardziej na mojej wychudzonej kończynie. Byliśmy w przedpokoju, który był obok salonu. Dochodziły z niego głośne rozmowy mężczyzn i stuk szklanych, jak podejrzewam butelek. Mój towarzysz ściągał czarną, skórzaną kurtkę z wieszaka, gdy koło nas pojawił się mój porywacz. Pociągnął mnie za rękę bym była bliżej niego i szepnął mi do ucha:
- Bądź grzeczna. - poczułam od niego alkohol. Uśmiechnął się głupio, po czym zaczął nachylać się w moim kierunku. Próbował mnie pocałować. Szybko przekręciłam głowę w bok tak, że jego usta wylądowały na moim policzku. Prychnął, a następnie wyszedł. Po drodze krzyknął:
- Zayn pilnuj jej! - i już go nie widziałam. Mężczyzna, do którego zwrócił się Horan, jakby go nie słuchając wyszedł. Zrozumiałam, że mam iść za nim, więc zrobiłam to samo.
Na zewnątrz było chłodno, a słońce schowało się za chmurami. Weszłam do białego mustanga i zapięłam pasy. Chłopak odpalił papierosa, po czym odjechał z piskiem opon. Przez całą drogę nie odzywał się. Myślałam, że będzie mnie zaczepiał i  docinał głupimi komentarzami.
Po kilku minutach przypomniałam sobie o czymś.
- Masz moją komórkę?
- Może. - po wypowiedzeniu tego słowa leniwie się uśmiechnął. Zdenerwowałam się, bo nie cierpię, gdy ktoś nie chce udzielić dokładnej odpowiedzi na moje pytanie.
- To masz czy nie? - zapytałam oschle.
- Milej. - upomniał mnie i dodał - Mam.
- Dasz mi? - poprosiłam miłym głosem.
- Coś za coś, kochanie. - popatrzył na mnie i puścił mi oczko.
- Możesz mówić jaśniej? - obrócił głowę w moją stronę. Jego wyraz twarzy dał mi do zrozumienia, że mam się tak nie odzywać. Spuściłam głowę. Nie chce żeby coś mi zrobił.
- Dam Ci, jeśli zrobisz coś dla mnie. - zaśmiał się. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem. Kompletnie nie wiedziałam, o co może mu chodzić. Pokazał swoją prawą ręką na kroczę i podniósł brew. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem i już chciałam mu coś powiedzieć, ale on zaczął się śmiać i mówić:
- Żartowałem. - ze śmiechu odchylił głowę do tyłu. - Gdybyś widziała swoją minę. - powiedział, dalej się śmiejąc. Dla mnie nie było w tym nic śmiesznego.
Podniósł się trochę do góry i z kieszeni wyjął mój telefon. - Masz. Tylko pamiętaj, nikomu ani słowa. - po czym już się nie odezwał. Schowałam białego Samsunga do przedniej kieszeni spodni i obróciłam głowę w stronę okna. Reszta drogi minęła spokojnie i bez rozmów. Wysadził mnie pod blokiem, po czym odjechał.
Weszłam zmęczona wszystkimi zdarzeniami dzisiejszej nocy do domu. W progu przywitała mnie wściekła przyjaciółka. Miała wkurzony wyraz twarzy i tupała nogą, jak mama czekająca na spóźnioną córkę.
- Czy Ty oszalałaś?! - wykrzyczała na powitanie. Wiem, nie poinformowałam jej, że mnie nie będzie, ale nie miałam jak! W końcu mnie porwano. - Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że jedziesz do rodziców?! Napisałaś tylko jednego głupiego smsa i słuch po Tobie zaginął! Stało się coś, że tak nagle pojechałaś? W ogóle nie wzięłaś ze sobą ciuchów. - zaczęła swój długi monolog. Poza tym, ja napisałam jej wiadomość?! Patrzyłam na nią, jak głupia. Pewnie jeden z tamtych dupków wysłał na jej numer wiadomość w moim imieniu.
- Ja.. To znaczy.. - jąkałam się i na szybko wymyśliłam wymówkę. - To był nieplanowany wyjazd ..
- No raczej. - przerwała mi.
- Dawno u nich nie byłam i pomyślałam, że ich odwiedzę. Nie brałam rzeczy, bo miałam tam jechać tylko na chwilę, ale było ciemno i mama powiedziała, żebym została. - wytłumaczyłam się.
- Czemu mi nie odpisałaś? - zapytała się. Widać było, że już nie jest tak wkurzona, jak wcześniej.
- Nie miałam nic na koncie, a później zapomniałam. - ciągnęłam dalej moje kłamstwo. - Przepraszam. - powiedziałam ze skruchą.
- Okej, ale na pewno nic się nie stało? - zapytała z troską. Ręce miała spuszczone wzdłuż ciała i była już bardziej spokojna i zrelaksowana.
- Na pewno. - tak bardzo chciałam jej wszystko powiedzieć, ale nie chce by jeden z przydupasów Horana jej coś zrobił.
- Yhym.. Chodź zjeść. Akurat zrobiłam naleśniki. - uśmiechnęła się i poszła do kuchni.
- Tylko najpierw wezmę prysznic. - krzyknęłam w jej stronę. Chce, jak najszybciej zmyć z siebie wspomnienia z ostatniej nocy.
Wzięłam z półki świeżą bieliznę, białą bokserkę i czarne dresy. Po rozebraniu się weszłam pod prysznic i puściłam gorącą wodę. Tego mi było trzeba.
Po kąpieli wyszłam z zaparowanej łazienki i poszłam do kuchni, Wzięłam naleśniki z dżemem, a następnie ruszyłam do salonu. Zastałam tam Alice, która była rozwalona na kanapie i oglądała swój ulubiony serial, a mianowicie Przyjaciół. Ja za bardzo nie przepadam za nim, ale nie będę namawiać mojej towarzyszki by go przełączyła, bo wiem, że tego nie zrobi. Już wiele razy próbowałam i nic z tego nie wyszło.
- Co tam u nich słychać? - ni stąd ni zowąd Alice zadała pytanie.
- U kogo? - po wypowiedzeniu tych słów miałam ochotę walnąć się w łeb, ale szybko dodałam - U rodziców? - Al pokiwała głową. - Em, no nic ciekawego. To, co zawsze. Mówiłam im by nas odwiedzili, ale nie wiem, co z tego będzie. - mówiłam ogólnie. Mam nadzieje, że nie będzie więcej o to pytać.
- Niech przyjadą. Tylko żeby nas uprzedzili, jak już będą w drodze.
- Wiem, zadzwonię do nich jutro i się bardziej dogadam. - uśmiechnęłam się z pełną buzią, a dziewczyna zrobiła obrzydzoną minę, po czym zaczęła się śmiać. Pokręciłam zrezygnowana głową i zaczęłam oglądać.
Po kilkunastu minutach Al odezwała się.
- Zapomniałam Ci powiedzieć. Mama do mnie dzwoniła i jutro mam ją odwieźć do cioci. Wiesz, że mieszka ona daleko, więc nawet nie opłaca mi się wracać. Przyjadę dopiero za 3 dni. Będziesz miała wolną chatę - posłała mi uroczy uśmiech, ale zaraz spoważniała. Wystawiła w moją stronę wskazującego palca - ale masz jej nie puścić z dymem. I nie otwieraj nieznajomym. - jak zwykle się nabijała. Wstała z kanapy - O 5 wstaje, więc położę się spać. Dobranoc. - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Po około 5 minutach wyłączyłam telewizor i poszłam do kuchni. Tam umyłam talerz z naleśników i napiłam się. Szybko skorzystałam z toalety, po czym położyłam się na miękkim materacu obok przyjaciółki. Po ciężkim dniu szybko zapadłam w głęboki i upragniony sen.


Od autorki: Cześć! Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale już na koniec roku zawalili nas sprawdzianami i kartkówkami. Przeprowadziłam się, więc to też utrudniło mi pisanie.
Za tak długie czekanie będzie bonus, bo już w piątek/sobotę postaram się dodać rozdział 9! :)

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 7

W całym pomieszczeniu zapadła ciemność. Odłożyłam książkę na szafkę nocną i ruszyłam w stronę włącznika światła. Próbowałam zapalić, lecz nie udało mi się to. Pomyślałam, że może spaliła się żarówka, ale gdy próbowałam zrobić to samo w salonie i w łazience kończyło się porażką. Wróciłam do pokoju, aby zadzwonić do Alice. Chciałam wziąć telefon z łóżka, ale nie było go tam. Sprawdziłam również na szafce i okazało się to samo. Dałabym sobie rękę uciąć, że kładłam go na łóżku.
Po chwili usłyszałam głośne kroki zmierzające do pomieszczenia, w którym byłam. Serce podeszło mi do gardła. Cofnęłam się pod samą ścianę i chciałam zniknąć. Wiedziałam, że to On. Przyszedł mnie zabić. Niemal całe życie przeleciało mi przed oczami. Żałowałam tego, że poszłam na policję. Tego, że źle się o nim wyrażałam. Boże, wszystkiego, co jest związane z nim. Poczułam na swoich policzkach łzy. Nawet nie wiedziałam, że zaczęłam płakać.
Kroki stawały się coraz głośniejsze, aż zauważyłam czarną postać, która stanęła w drzwiach na przeciwko mnie. Przechyliła głowę w prawo i obserwowała mnie.
Po mojej prawej stronie są drzwi do łazienki. Jeśli się tam dostanę to mogę się w nich zamknąć. Są one ode mnie dalej niż On, ale mogę spróbować. Muszę dać radę, nie mogę zginąć.
Nie wiele myśląc rzuciłam się w stronę łazienki. Już prawie złapałam klamkę, gdy poczułam mocny uścisk na mojej talii. Zaczęłam się wyrywać i piszczeć. Mężczyzna jedną ręką objął mnie w pasie, a drugą zasłonił usta, bym nie mogła krzyczeć.
- A gdzie to się wybierasz, maleńka? - powiedział po czym się zaśmiał. - Mówiłem Ci, że pożałujesz tego, że byłaś na policji. - wysyczał wprost do mojego ucha. Nie dawałam za wygraną dalej wierzgając się całym ciałem. - Przestań się szarpać do kurwy! - krzyknął. Mam nadzieje, że moi sąsiedzi go usłyszeli i wezwą pomoc. Pomimo jego rozkazu nie przestawałam mojej czynności. I to był mój błąd, bo jeszcze bardziej go tym rozwścieczyłam. Rzucił mnie na łóżko. Próbowałam uciec, lecz on złapał mnie za nogi, pociągnął w swoja stronę i obrócił mnie na plecy. Usiadł na mnie po czym zatkał mi usta dłonią. Dalej się wyrywałam i piszczałam, gdy nagle poczułam na skroni chłodny metal. Zobaczyłam, że celuje on we mnie bronią. Zamknęłam oczy i zaczęłam mocniej płakać.
- Hej, spójrz na mnie. - powiedział spokojnym głosem. Nie posłuchałam go. - Powiedziałem spójrz na mnie! - krzyknął po raz kolejny. Otworzyłam oczy i spojrzałam prosto na niego. Nie widziałam dobrze jego twarzy, ponieważ było ciemno. - Jeżeli nie przestaniesz się szarpać i krzyczeć to odstrzelę Ci tę piękną główkę, zrozumiano? - gdy nic nie zrobiłam, powtórzył - Pytam czy zrozumiano?! - podniósł swój głos. Pokiwałam powoli głową. - A teraz odsłonię Ci usta, a jeśli piśniesz chociaż słówko to będzie to Twój ostatni dzień, okej? - znowu pokiwałam głową, na tak. Powoli odsunął dłoń z moich ust. Postanowiłam nie krzyczeć. Leżałam i patrzałam się na niego. Jeśli będę spokojna na pewno nic mi nie zrobi.
- Grzeczna dziewczynka. - zaśmiał się. Dupek. Szkoda, że nie miałam odwagi mu tego powiedzieć prosto w twarz. - A teraz uważnie posłuchaj. - powiedział wciąż na mnie siedząc. Zobaczyłam, że prawie pod poduszką leży moja komórka. Dlatego nie mogłam jej znaleźć. Wpadłam na dość głupi pomysł, ale nie mogę się poddać. - Twój czas i tak jest już policzony. Nie zabiję Cie teraz. Lubię się z Tobą bawić. Widzieć Twój strach w oczach, ah.. - zaczął się śmiać. Wyciągnęłam powoli rękę w stronę telefonu. Nie miałam nic do stracenia. Już prawie dotknęłam go palcami, ale był za daleko. Wysiliłam się trochę i mam! Szybko go wzięłam i uderzyłam nim w głowę tego psychola. Upadł na podłogę, a ja w tym czasie podniosłam się i rzuciłam w stronę drzwi wyjściowych. - Suka! I tak Cię dorwę. - usłyszałam za sobą. Po głosie wyczułam, że był wkurwiony. Coż nie codziennie obrywa się telefonem w głowę. Miał prawo się wkurzyć, ale co ja miałam powiedzieć? Broniłam się..
Wybiegłam na klatkę nawet nie zakładając butów. Nie miałam na to czasu. Jak najszybciej chciałam oddalić się od niego. Otworzyłam drzwi od bloku i biegłam ile sił w nogach. Musiałam kogoś złapać żeby mi pomógł, ale był wieczór i nikogo nie było. Jak na złość, gdy kogoś potrzebuje to go nie ma. Prawie nie mogłam oddychać z tego wysiłku. Potykałam się, a nawet raz się przewróciłam, lecz biegłam dalej. Nigdy nie byłam dobra z WFu. Nie mogłam się poddać. Nogi miałam, jak z waty. Wybiegłam zza róg i zderzyłam się z kimś. Upadłam na podłogę. Podniosłam głowę i zobaczyłam tego samego mulata z kawiarni. Stał razem ze swoimi trzema kolegami. Nie traciłam nawet chwili, podniosłam się i zaczęłam mówić
- Ktoś wkradł mi się do mieszkania. Proszę pomóżcie mi. Zadzwońcie na policję! On ma broń. - płakałam. Cała się trzęsłam. Jeden z nich, a mianowicie brunet z niebieskimi oczami zaśmiał się. Zdziwiłam się, ale nie miało to teraz znaczenia. Chciałam, jak najszybciej stąd uciec, jak najdalej od tego psychola. Mulat podszedł do mnie i przytulił.
- Ciii.. Już wszystko dobrze. - szeptał. Wyrywałam się, bo w końcu go nie znam, ale on mocniej mnie ścisnął. - Chodź zobaczymy gdzie on jest i zadzwonimy po policję. - pozostała trójka wszystkim się przyglądała, Popatrzyłam na niego przestraszona i pokiwałam przecząco głową. - Z nami jesteś bezpieczna. Zaufaj mi. - popatrzył mi się prosto w oczy. Puścił mnie i zaczął kierować się w stronę bloku. Ruszyłam za nim. Jego koledzy zrobili to samo.
- Musicie uważać. On miał broń. Lepiej zadzwońcie na policję, proszę. - mówiłam chaotycznie. Nie chciałam żeby coś mi i im się stało. Szłam równo ramię w ramię z chłopakiem o oliwkowej skórze. Za nami szła pozostała trójka mężczyzn. W ogóle się nie odzywali. Byli dziwni i tajemniczy, ale myślę, że mi pomogą. Wcześniej tego nie zauważyłam, ale byli oni ubrani na czarno. W szafie chyba nie mają dużego wyboru.
Szłam z nimi, bo czułam się przy nich bezpiecznie. W końcu raczej dadzą sobie radę z  jednym mężczyzną. Wyglądają na takich, którzy potrafią się bić.
Byliśmy już prawie pod klatką, gdy zobaczyłam jak wychodzi z niej ten koleś. Kierował się prosto w naszą stronę. Był bardzo zdenerwowany.
- To on! - powiedziałam i chciałam się cofnąć kiedy poczułam uścisk na moich ramionach. - Co jest?! - popatrzyłam i zobaczyłam, że trzyma mnie loczek. - Co Wy robicie do kurwy? - chciałam się wyszarpać i uciec, ale nic z tego. Wtedy głos zabrał mulat.
- Serio myślałaś, że Ci pomożemy? - jego usta wygięły się w kpiarskim uśmiechu. Kopałam się, wierzgałam i nic. Kompletnie. Mogłam się wcześniej domyślić, że są razem z nim. Jaka ja byłam głupia.
- Ty dziwko! Mówiłem, że Cię dorwę. - w blasku latarni zauważyłam jego twarz. Boże, to ten blondyn z kawiarni. Nie wierzę. Doszedł do mnie i uderzył mnie. Z całej siły w policzek. Gdyby nie chłopak w kręconych włosach, który mnie mocno trzymał upadłabym. Blondyn złapał moją twarz i przystawił do swojej. - Pożałujesz tego, co zrobiłaś. - wycedził przez zęby. - Miałem być miły, ale jeśli tak bardzo tego chciałaś to proszę. - puścił mnie. Poczułam małe ukłucie w przedramieniu. Obróciłam głowę w lewo i zobaczyłam, jak mężczyzna, który wcześniej zaśmiał się wbija mi jakąś igłę do ręki.
- Puśćcie mnie! Proszę, nic Wam nie zrobiłam. - nawet nie wiedziałam, że tak można, ale rozpłakałam się bardziej. Gdy zobaczyłam, że coś mi wbija w skórę spanikowałam. Oni nic sobie z tego nie zrobili. Po prostu się na mnie patrzyli. Blondyn i mulat coś szeptali między sobą, ale nie mogłam usłyszeć co. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, a przed oczami miałam mroczki. Substancja, którą mi dali zaczęła działać. Moje ciało zrobiło się całe wiotkie, a przed oczami zrobiło się ciemno.
- Dobranoc, księżniczko. - to było ostatnie zdanie, które usłyszałam od blondyna przed zaśnięciem.

Poczułam ból w całym ciele, a najbardziej w głowie. Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam. Moje powieki były tak bardzo ciężkie. Spróbowałam po raz kolejny i udało się, lecz od razu je zamknęłam, ponieważ oślepiło mnie światło. Po kilku minutach znowu je otworzyłam. Podniosłam się i zobaczyłam, że jestem w pomieszczeniu o odrapanych, brudnych ścianach i jednej wiszącej żarówce, która dawała światło na cały ten bałagan. Leżałam na zniszczonym materacu. Na środku pokoju stało krzesło. Niczego więcej tu nie było. Nawet okna przez, które mogłabym uciec.
Podeszłam do wielkich, stalowych drzwi i próbowałam je otworzyć, ale nic z tego. Zamknięte. A czego innego mogłabym się spodziewać..
Wróciłam na materac i usiadłam na nim. Rozmyślałam, co teraz będzie. Na pewno mnie zabiją. Nawet nie zdążyłam pożegnać się z rodziną, Alice.. Alice! Ciekawe, co robi. Może już wróciła ze spotkania z Sam'em i zobaczyła, że mnie nie ma. Na pewno kogoś zawiadomiła. Nie mówiłam jej, że gdzieś wychodzę, więc powinna się martwić.
Oparłam się o ścianę, podkuliłam nogi pod brodę i czekałam. W parę tygodni moje życie zmieniło się w piekło. I to przez jednego chłopaka. Nie wiem, co zrobiłam. Przecież nawet go nie znam.
Usłyszałam brzdęk zamka. Popatrzyłam na drzwi i zobaczyłam, jak się otwierają. Do pomieszczenia wszedł młody, chudy chłopak. Był krótko ściętym brunetem. Pierwszy raz go widzę. Jego twarz była poważna, a nawet wkurzona. Ubrany był w niebieskie jeansy, białą bluzkę i czarną kurtkę.
Położył obok materaca miskę. Chyba była z jedzeniem. Kiedy nie wykonałam żadnego ruchu odezwał się.
- Masz to zjeść. - rozkazał mi. Wziął miskę i wystawił ją w moim kierunku chcąc, abym ją wzięła. Zobaczyłam w niej jakąś kaszkę czy, co to było. Na pewno by mi nie posmakowało. Śmieszne jest to, że jestem w takiej sytuacji, a jeszcze wybrzydzam. Nie wzięłam jej. - Powiem Ci coś. Na Twoim miejscu bym to zjadł. Horan bardzo się wkurzy, jeśli tego nie zrobisz. - odstawił miskę i wyszedł. Miałam jeszcze nadzieję, że zapomni zamknąć drzwi, ale niestety na moje szczęście lub nieszczęście słyszałam, jak to zrobił.
Popatrzyłam na miskę z jedzeniem i postanowiłam tego nie jeść. Owszem byłam głodna, ale nie wiadomo, co tam dali. Mogli dosypać jakieś proszki nasenne czy coś w tym stylu.
Siedziałam parę minut, godzin.. Sama nie wiem. Opadłam na twardy materac i leżałam. Byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy usnęłam.
- Wstajemy. - obudziło mnie szturchanie w ramię. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam pochylającego się nade mną blondyna. Jak się nie mylę to on nazywa się Horan i to przez niego wszystko się dzieje. Na czole po lewej stronie miał naklejonego plastra. Pewnie to przeze mnie. W myślach uśmiechnęłam się i przybiłam sobie piątkę.
- Proszę wypuść mnie. Nic Ci nie zrobiłam. - powiedziałam podnosząc się. Wyśmiał mnie.
- Powtarzasz się. - obrócił głowę i zobaczył nietknięte jedzenie. Znowu popatrzył na mnie mrużąc oczy. - Dlaczego tego nie zjadłaś? - pyta.
- Ja.. Nie.. Nie jestem głodna. - zająknęłam się. Podszedł do krzesła. Ustawił je blisko mnie i usiadł na nim.
- Chcesz stąd wyjść? - zapytał. On jest głupi? Po co zadaje mi takie bezsensowne pytania. Przecież wiadome jest to, że chce stąd wyjść.
- Tak. - powiedziałam pewnie.
- Więc teraz mnie uważnie posłuchaj. - kiwnęłam głową. - Wypuszczę Cię stąd, ale nikomu nie piśniesz słówka. Nie ma żadnej policji, bo wiesz, jak to się skończy. Spróbuj powiedzieć coś przyjaciółeczce, a ona też pożałuje. Zrozumiano? - słuchałam jego poleceń uważnie i analizowałam je.
- Tak. - odparłam po chwili, na co się uśmiechnął. Jeśli na prawdę mnie wypuści na pewno nikomu nic nie powiem. - ale co będzie dalej? - musiałam o to zapytać. Wypuści mnie i co? Będę normalnie żyć, jak gdyby nic się nie stało? I co on z tego będzie miał..
- Tego dowiesz się w swoim czasie, maleńka. A teraz się ubierz w to i jakoś ogarnij, bo źle wyglądasz. Za 30 minut przyjdzie po Ciebie Zayn i odwiezie Cię do domu. - rzucił we mnie jakąś torbą i wyszedł. Byłam tak przestraszona, że nawet wcześniej jej nie zauważyłam.
Otworzyłam ją i zobaczyłam, że są w niej moje ciuchy, a mianowicie szare dresy, biała bokserka i czarna bluza z suwakiem. Miałam przebrać się tutaj? Prosiłam Boga, aby nikt tu nie wszedł w czasie kiedy będę się ubierała. Szybko ściągnęłam stare ubrania, które były brudne i założyłam te przyniesione przez chłopaka. Przeczesałam kilka razy włosy dłonią i czekałam na niejakiego Zayna. 


Od autorki: Cześć! Uf, w końcu rozdział siódmy napisany. Powiem Wam, że jak na razie najtrudniej mi się go pisało. Najgorzej początek. Niezbyt jestem z niego zadowolona, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
Chciałam jeszcze podziękować xashewx za zrobienie pięknego szablonu!

Całuski, ClaudiiXXX

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 6

W domu razem z Alice rozłożyłyśmy na sofie koce, poduszki i zrobiłyśmy dużo jedzenia. Postanowiłyśmy zrobić sobie noc filmową. Przed przyjazdem do domu wstąpiłyśmy do sklepu, więc teraz leżałyśmy zapchane ciastkami, chipsami i tego typu rzeczami. 
Uwielbiam takie dni, jak te. Zero obowiązków tylko relaks. Byłyśmy w trakcie kiedy Chris błagał Samanthe o wybaczenie. Jak praktycznie każdy facet - zdradził ją. Na jej miejscu bym o nim zapomniała. Jak koleś zdradzi raz to będzie to robił cały czas. Takie moje zdanie.
- Chris jest taki przystojny - westchnęła przyjaciółka - Na jej miejscu od razu bym go wzięła w ramiona. - patrzyła w telewizor, a raczej na Chrisa, jak zaczarowana.
- Wybaczyłabyś mu zdradę tylko dlatego, że jest przystojny? - zaśmiałam się. Jak można upaść tak nisko..
- Nie no, nie tylko dlatego. Ale popatrz, jak on się stara. Poza tym był wtedy pijany. - broniła go brunetka.
- Odwieczny argument facetów. Inaczej byś gadała, jakby to Ciebie spotkało. - wstałam i poszłam do łazienki. Od takiej ilości soku muszę często korzystać z ubikacji.
Wracałam do salonu i słyszałam, jak Alice rozmawia z kimś przez komórkę.
- Nie ma jej teraz. Wyszła. - powiedziała do kogoś. Mówiła o mnie? Gdy weszłam do salonu popatrzyła na mnie i powiedziała:
- Muszę kończyć, pa. - to było dziwne. Dlaczego od razu się rozłączyła, gdy mnie zobaczyła? Mogłam trochę ją podsłuchać.
- Kto dzwonił? - spytałam się jej.
- A taki kolega. - nerwowy śmiech opuścił jej usta. Uniosłam jedną brew w górę. Chciałam wiedzieć coś więcej, ale ona milczała.
- Mówiliście o mnie? - musiałam to wiedzieć. To jedno zdanie, które usłyszałam na to wskazywało, ale niby dlaczego i z kim miałaby to robić.
- Co? Nie! Niby czemu? - odpowiedziała szybko. Po moim uciążliwym wpatrywaniu się w nią dodała - Oh, okej. Powiem Ci. - zrobiłam pytającą minę.
- Ale co? Gadaj szybciej. - ponagliłam ją. Nie lubię, gdy ktoś mnie utrzymuje w niepewności.
- Tylko nie złość się. - uprzedziła. Kiwnęłam głową i usiadłam wygodnie na kanapie - Więc kilka dni temu przyszedł do mnie Sam. - powiedziała cicho.
- Sam?! Ten Sam? - uniosłam się. Sam Cooper to mój były chłopak. Zerwałam z nim, bo miał mnie gdzieś. Dosłownie. Na początku, jak w każdym związku wszystko było usłane różami. Z czasem zaś Sam miał coraz mniej czasu dla mnie. Mówił mi, że zostaje po godzinach w pracy, a później jest zmęczony na spotkanie. W rzeczywistości chodził na imprezy, o których mi nie mówił. Miałam dość, więc z nim zerwałam. Przez pierwszy tydzień nachodził mnie i męczył przeprosinami, ale nie ugięłam się. Myślałam, że dał już sobie spokój, ale widocznie nie, jeśli przyszedł znowu do Al. Wcześniej też ją prosił, aby pomogła mu pogodzić się ze mną.
- Tak, ale daj mi dokończyć. Więc kilka dni temu przyszedł do mnie i poprosił żebym Cię namówiła do tego, abyś się z nim spotkała.
- Zgodziłaś się? Przecież wiesz, co zrobił i że między nami wszystko skończone Al! Czemu nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? - obwiniałam ją. Jak mogła knuć za moimi plecami. Gdybym chciała to sama bym się z nim spotkała. Nie potrzebuje pomocników.
- Tak wiem! Ale nie chciałam żebyś się z nimi spotkała, dlatego nic Ci nie mówiłam. W ogóle on poprosił żebym dowiedziała się czy jeszcze coś do niego czujesz, więc wpadłam na pomysł żeby nic Ci nie gadać. Żebyś się nie denerwowała, oczywiście - dodała - A później mu powiedzieć, że to wszystko skończone i nie chcesz się z nim widzieć. - zakończyła swoją opowieść.
Zapadła cisza. Mój mózg w tej chwili był na najwyższych obrotach. Trochę wkurzyła mnie tym, ale miała dobre intencje.
- Przepraszam, Clauduś. - zrobiła minę zbitego psa. Nie mogłam się na nią gniewać. Wiem, że nie chciała źle.
- Okej. Ale następnym razem mów mi o takich rzeczach. Jednak chciałabym wiedzieć o czymś takim. - mówiąc to ciągle patrzyłam w jej oczy. Mam nadzieje, że mnie posłucha. - Może doprowadź swój plan do końca? Umów się z Sam'em i powiedz mu, że nie jestem nim zainteresowana. - zaproponowałam.
- Naprawdę? Okej. Zadzwonię do niego, poczekaj. - wzięła telefon do ręki po czym wykręciła numer do mojego byłego.
- Daj na głośnik. - wyszeptałam zanim dodzwoniła się do niego. Posłuchała mnie naciskając na funkcję głośno mówiącą.
- Halo? - po drugiej stronie usłyszałam głos Sama. Dziwne uczucie słyszeć go po ponad 1,5 miesiąca.
- Tu Alice. Możemy się spotkać? Wiesz, o co chodzi.
- Jasne. Kiedy Ci pasuje? - ucieszył się. Niestety "biedak" nie wie, co chce mu przekazać moja przyjaciółka. Jego głos wcale się nie zmienił. W końcu czego mogłam się spodziewać po tak krótkim okresie czasu.
- Jutro o 11:30? - zaproponowała dziewczyna.
- Kurcze wtedy nie mogę. Może być o 20 w pubie Piwnica? 
- Em, okej. Pasuje, więc do zobaczenia. - pożegnała się Ali.
- Do zobaczenia. - odpowiedział jej Sam. Brunetka nacisnęła czerwony przycisk. Od razu obie wypuściłyśmy z płuc powietrze, które nieświadomie trzymałyśmy.
- Ciekawe, jak na to zareaguje. - powiedziałam, a następnie wzięłam do ust chipsa. Mam nadzieję, że się nie wkurzy tylko przyjmie to na klatę.
- Nie będzie źle. Na pewno to zrozumie. - dziewczyna posłała w moją stronę uśmiech.
Po dokończeniu filmu postanowiłyśmy położyć się spać. Jest już 22:37 a o 4:40 muszę wstać do pracy. Chciałam szybko pójść do łóżka, ale niestety Alice zajęła mi łazienkę. Pewnie teraz będę czekać aż ją zwolni około dwie godziny. To u niej standard. Nie mając, co do roboty położyłam się na wygodnym łóżku. Rozmyślając o Samie poczułam, jak mój telefon, który leży obok mojej głowy wibruje. Wzięłam go do ręki i otworzyłam smsa.

Od nieznany:
Jak się ma moje słoneczko?

Znowu on. Co mogę zrobić żeby dał mi spokój? Postanowiłam go ignorować. Po około 10 minutach przyszła kolejna wiadomość.

Od nieznany:
Wszystko okej?

On jest bipolarny? Pierw mi grozi, a teraz pyta czy u mnie wszystko okej?! Nie, nie jest OKEJ, dupku.

Od nieznany:
Czy Ty mnie ignorujesz?

Od nieznany:
Oj nie ładnie, nie ładnie...

Wystraszyłam się, gdy Alice z hukiem wyszła z łazienki.
- Możesz już wchodzić. - z westchnieniem podniosłam się z łóżka i wymruczałam pod nosem ciche "okej".
Gdy brałam prysznic ciągle myślałam o tych sms'ach. Zapowiadało się tak fajnie. Myślałam, że dał już sobie spokój, ale jednak nie mam, na co liczyć. Gorący strumień wody zmywa ze mnie cały stres związany z Sam'em i z anonimem. Po wyjściu z prysznica posmarowałam się balsamem, ubrałam piżamę i położyłam się na łóżko obok śpiącej już przyjaciółki.
O 4:40 obudził mnie budzik. Wyłączyłam go i jeszcze przez chwile postanowiłam poleżeć. W ogóle się nie wyspałam. W takich chwilach tęsknię za szkołą. Wtedy mogłabym odpuścić sobie ten dzień, ale niestety to praca i muszę iść. Przeciągnęłam się i wstałam. Brunetka, która spała obok mnie mruknęła coś i obróciła się na drugi bok. Jak ja jej zazdroszczę. Oddałabym wszystko żeby wrócić do cieplutkiego łóżka.
Wyszłam z domu dokładnie o 5:35. Na sobie miałam czarne legginsy, białą bluzkę z rękawami 3/4, a na to jeansową kamizelkę. Było nawet ciepło, więc nie zakładałam kurtki. 
Do kawiarni doszłam wraz z rytmem piosenki Bruno Marsa - Uptown Funk. Przebrałam się i zaczęłam kolejny nudny dzień w pracy.
O godzinie 11:37 do kawiarni wszedł młody mężczyzna. Był ubrany w białą koszulkę i czarne spodnie. Na oczach miał tego samego koloru okulary. Jego blond włosy postawione były na żelu. Usiadł przy dwuosobowym stoliku w kącie sali.
- Jaki przystojniak. Pójdę go obsłużyć. - moja znajoma Jessica puściła mi oczko i ruszyła w jego stronę za bardzo ruszając biodrami.
Jessica to 22 letnia dziewczyna, która kocha imprezować. Jest typem kobiety, która nie wiąże się z facetem na dłużej niż jedną noc. Nie mam zbyt dobrych relacji z nią. Jest zadufana w sobie i uważa się za księżniczkę. 
Potrząsnęłam głową i poszłam obsłużyć innego klienta. Była nim miła, starsza pani. Zamówiła sernik i capuccino. Po obsłużeniu Lucy - bo tak nazywała się owa kobieta, zasiadłam za ladą. 
Gdy wkładałam na wystawę ciasta usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Obejrzałam się za siebie i ujrzałam, że przy ladzie stoi ten przystojny blondyn, którego obsługiwała Jessica. Odłożyłam ciasta na bok i podeszłam do niego.
- W czym mogę służyć? - zapytałam miło i posłałam w jego stronę mały uśmiech. Ciągle miał pokerowy wyraz twarzy.
- Chciałem zapłacić. - odpowiedział sztywno. Niezbyt z niego miły chłopak. Niestety muszę się ciągle do niego uśmiechać, w końcu klient nasz pan. Z pewnością zdążył już zauważyć, że mój uśmiech bardziej wygląda, jakbym miała paraliż twarzy niż na szczery.
- Będzie to 12 funtów. - zamawiał on tylko tiramisu. Wyjmując kwotę, którą mu podałam ciągle patrzył się na mnie. Chciałam, aby jak najszybciej zapłacił i wyszedł stąd. 
Rzucił na ladę 50 funtów i wyszedł. Tak po prostu. Nawet nie zdążyłam go zawołać. Podejrzany był. Odkąd dostaje te wiadomości coraz częściej zauważam w kawiarni dziwnych mężczyzn.
W domu byłam o 14:40. Przez całą drogę miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie, ale gdy się odwracałam nikogo nie widziałam. Weszłam do salonu, w którym siedziała Al i oglądała jakiś serial.
- W kuchni masz obiad. - powiedziała nawet na mnie nie patrząc. Jak dobrze, że Ramonez się do mnie wprowadziła. Nie muszę po pracy gotować obiadu. Już i tak jestem wystarczająco zmęczona.
Wzięłam miskę z zupą pomidorową i usiadłam obok Alice w salonie.
- To dzisiaj spotykasz się ze Sam'em? - zagadałam do niej i wzięłam do ust łyżkę z zupą. Popatrzyła na mnie kiwając głową.
- Trochę się denerwuje. Wiesz jakie on miał czasem odpały. - powiedziała. Tak miała racje. Otóż Sam ma czasami problemy z samokontrolą.
- Nie bój się. W otoczeniu innych na pewno nic złego nie zrobi. - uspakajałam ją. W pubie gdzie jest dużo ludzi na pewno nie będzie robił głupich rzeczy.
- A Ty, co będziesz robiła, gdy mnie nie będzie? - zaciekawiła się. Połknęłam łyżkę zupy i wzruszyłam ramionami. - Czyli obijanie się, jak zawsze. - zaśmiała się i wróciła do oglądania.
Nawet się nie obejrzałam, a przyjaciółka już wychodziła na spotkanie z Sam'em.
- Zadzwoń do mnie, jak już będzie po. - krzyknęłam do niej z pokoju. Leżałam na łóżku i czytałam książkę, która bardzo mnie zaciekawiła. Na ogół nie czytam, ale tą historię poleciła mi Sara, więc się skusiłam.
- Okej! - odpowiedziała mi i wyszła. Po 10 minutach w całym domu zapadła ciemność.


Od autorki: Wow, w końcu napisałam rozdział! Cud.. Cieszycie się z wieści, że Janoskians będą w Polsce? Bo ja bardzo! Fangirling na 100% haha x. Wybieracie się na ich koncert? Ja tak, ale nie jestem pewna. Życzę Wszystkim miłego weekendu i przypominam o hasztagu na twitterze #TheCallFF

ClaudiiXXX

czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 5

- Chcę patrzeć, jak umierasz - mówi przerażający głos mężczyzny.
- Słucham?! To chyba pomyłka - mówię, a raczej krzyczę do słuchawki. Co to ma być?
- Nie skarbie, to nie pomyłka. W końcu stracisz dla mnie głowę - zaczął się śmiać, głośno i długo. Bez słowa rozłączyłam się i zaczęłam płakać. Wskoczyłam do łóżka i zalałam się łzami. To straszne. Dlaczego ktoś mi to robi? Nie zrobiłam przecież nic złego. Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do przyjaciółki.
- Halo? - odpowiedziała zaspanym głosem. Przykro mi, że ją budzę. Już dużo dla mnie zrobiła. Nawet się do mnie wprowadza, ale boje się teraz zostać sama.
- Al? Proszę, czy mogłabyś do mnie przyjechać? Proszę, błagam. Boję się - mówiłam histerycznie. Nie wiem czy mnie w ogóle zrozumiała, bo gadałam szybko i niewyraźnie. 
- Boże, Claudia co się stało? Nic Ci nie jest? - od razu się przebudziła. W jej głosie słychać było zmartwienie.
- Tak, to znaczy nie.. nie wiem.. - rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nie wiedziałam co powiedzieć - przyjedź do mnie, potrzebuje Cię. On znów dzwonił - chciałam żeby przy mnie była i mnie przytuliła. Nic więcej.
- Okej. Już jadę. Będę do 15 minut. Zamknij się w pokoju i nie wychodź. - powiedziała i rozłączyła się. Siedziałam na łóżku i cała się trzęsłam. Dlaczego ktoś mi to robi? Cofnęłam się myślami do przeszłości. Myślałam o tym komu mogłam zrobić coś złego, że może się na mnie teraz mścić, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zawsze byłam dla wszystkich miła. No, przynajmniej dla tych, którzy byli też mili dla mnie. Przypomniałam sobie Michaela, który był moim przyjacielem. Kiedyś mieszkałam w Durham, ale musiałam się wyprowadzić z rodzicami. Tata dostał lepszą ofertę pracy. Mike był moim najlepszym przyjacielem, ale w ostatnim czasie przed przeprowadzką wyznał mi miłość. Ja go kochałam, ale jak brata, nie jak chłopaka. Później powiedział, że da sobie radę z nieodwzajemnioną miłością, że mu przejdzie. Ciągle o tym myślałam. Wiedziałam, że jest mu ciężko. Oddaliłam się od niego. Później nastąpiła przeprowadzka i nasz kontakt się urwał. Ale to nie może być on. Nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił. Z resztą minęło od tego jakieś 4 lata. Wątpię żeby dopiero teraz sobie o mnie przypomniał. Pewnie znalazł sobie jakąś dziewczynę i jest szczęśliwy.
Nie wiem ile czasu minęło, ale poczułam, jak materac koło mnie ugina się i ktoś mnie przytula. Uniosłam trochę głowę i okazało się, że jest to Alice. Głaskała mnie i mówiła pocieszające słowa. Taka przyjaciółka to skarb. Nie wiem, co bym bez niej zrobiła.
- Co się stało? - zapytała, gdy się uspokoiłam. Ściągnęła kurtkę, położyła ją wraz z torebką na krześle i usiadła obok mnie. Nawet nie zauważyłam, że była tutaj w tym wszystkim. Widać bardzo się o mnie martwiła, że aż nie rozebrała się przy wejściu. 
- On znowu do mnie dzwonił - mówiłam drżącym głosem. Wiedziałam, że zaraz znów się rozpłaczę. Ali wzięła mojego kosmyka włosów i założyła go za ucho.
- Co mówił? - wyszeptała. Patrzyła na mnie z troską. Cała się trzęsłam. Miałam tego wszystkiego dość. Bałam się go.
- Powiedział, że chce patrzeć, jak umieram. - rozpłakałam się. Ali znowu mnie przytuliła. - Powiedz mi, co ja komuś zrobiłam, że mnie tak traktuje? Mam już tego dość! Boje się, Jak tak dalej pójdzie to nie wiem, co zrobię.. - ciągle płakałam. Moja psychika tego dłużej nie wytrzyma.
- Nie możesz tak mówić, Clauduś - lubiłam, jak tak do mnie mówiła. - To się już posunęło za daleko. Musisz iść z tym na policję i nie chce słyszeć sprzeciwu. Pójdziesz tam Ty albo ja. - postawiła ultimatum. Rozumiałam ją. Zrobiłabym to samo, jeśli ją by to spotkało. Bałam się to zgłosić, ale sama sobie z tym nie poradzę. Musi mi ktoś pomóc.
- Dobrze, ale pójdziesz ze mną? - nie chciałam iść tam sama. Wolałabym, aby był ktoś przy mnie i wspierał mnie.
- Oczywiście, że pójdę. Dzisiaj zostanę z Tobą na noc. Od razu, jak się rano obudzimy to pójdziemy na komisariat. Tylko żebyś się nie rozmyśliła. Idę się przebrać - wstała uprzednio posyłając mi uspokajający uśmiech, wyciągnęła z torebki koszulkę do spania i poszła do łazienki. Położyłam się wygodnie próbując usnąć. Po chwili poczułam, jak Al kładzie się obok i mnie przytula. Jutro czeka mnie ciężki i długi dzień. Z taką myślą odpłynęłam do krainy Morfeusza.

(NASTĘPNEGO DNIA, RANO)
- Clauduś wstawaj. Już 10. - obudził mnie cichy głos Al. Wzięłam kołdrę i przykryłam się nią po samo głowę, mrucząc coś pod nosem.
- Wstawaj, nie mamy czasu. - nie dawała za wygraną. Obróciłam się na drugi bok.
- Chce spać! - powiedziałam sennym głosem. Dziwie się, że przyjaciółka wstała wcześniej ode mnie. To zawsze ja byłam tą, która budziła ją.
- Zrobiłam śniadanie. Masz za 5 minut pojawić się w kuchni, jak nie to będziesz miała najgorszą pobudkę w swoim życiu. - zagroziła i wyszła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Al i śniadanie? Co w nią wstąpiło.. Poleżałam jeszcze chwilę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki, gorący prysznic i umalowałam się. Nałożyłam na siebie czarne legginsy i kremowy sweterek w czarne paski. Burczało mi w brzuchu, więc poszłam zjeść śniadanie. Gdy dochodziłam do kuchni poczułam zapach jajecznicy, który od razu podziałał na moje kubki smakowe.
- Wow. - powiedziałam, gdy zobaczyłam na stole jajecznice, ciepłą herbatę i owoce. - Co zrobiłaś z moją Alice? - zaśmiałam się. Brunetka i gotowanie? Gdyby ktoś mi to powiedział wyśmiałabym go.
- Ale śmieszne, naprawdę.. Jedz to, bo zaraz to wyrzucę. - podniosłam ręce w górę w geście poddania się i usiadłam przy stole. Gdy tak siedziałam i jadłam przypomniała mi się sytuacja z wczoraj. Od razu posmutniałam. Al chyba to zauważyła.
- Jak zjesz to pojedziemy na komisariat. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnęła się pocieszająco. Zjadłam jajecznice, którą popiłam szybko herbatą. Aby wynagrodzić to wszystko dziewczynie, umyłam naczynia.
Wyszłyśmy z mieszkania i już wsiadałyśmy do auta brunetki, gdy przypomniałam sobie, że nie wzięłam telefonu.
- Kurcze Al. Muszę się wrócić po telefon. - moja towarzyszka wypuściła oddech i powiedziała żebym się pośpieszyła. Wybiegłam z samochodu i weszłam do mieszkania. Gdy przechodziłam obok salonu zauważyłam, że okno było otwarte. Ta Alice jest jakaś zakręcona. Szybko zamknęłam okno, wzięłam telefon ze stolika i wybiegłam z domu, uprzednio zamykając drzwi.
- Jestem. Możemy jechać. - wydyszałam zmęczona biegiem, gdy wsiadłam do auta. Dziewczyna odpaliła silnik i pojechałyśmy. 
Strasznie się bałam. Sprawdziłam telefon czy nie ma żadnego smsa z groźbą żebym nie jechała na policję czy coś, ale niczego takiego nie było. Zdziwiłam się, ale zarazem ucieszyłam.
Zauważyłam, że jesteśmy pod komisariatem. Weszliśmy do budynku. Zaczęłam się trząść. Jeśli mi nie uwierzą? Pewnie pomyślą, że wszystko zmyśliłam.
- Nie bój się. - przyjaciółka od razu zobaczyła, że coś ze mną nie tak. - Dzień Dobry! Koleżanka chciałaby zgłosić zastraszanie i groźby. - powiedziała Ali do kobiety wyglądającej na około 30 - stkę, która siedziała za wysokim, ciemno-brązowym biurkiem. 
- Jak się Pani nazywa? - zapytała i posłała w moim kierunku uśmiech. Miała bardzo miły głos. Wyglądała na sympatyczną osobę. Od razu trochę się uspokoiłam.
- Claudia Black. - oznajmiłam cicho. Gdy zapisała coś na komputerze wskazała mi drogę do pokoju nr 7. Weszłam tam razem z Al. Za biurkiem siedział wysoki, młody mężczyzna. Był ubrany w mundur, miał brązowe włosy postawione na żelu. Gdy nas zobaczył uśmiechnął i wskazując na krzesła, powiedział żebyśmy usiadły.
- Więc, co się stało, że zawdzięczam tą wizytę? - jego głos był gruby i donośny. Popatrzyłam na przyjaciółkę, która kiwnęła głową i ścisnęła moją rękę dając mi otuchy. Cieszyłam się, że jest tu ze mną.
- Od około tygodnia dostaje anonimowe smsy i telefony z groźbami. - odważyłam się powiedzieć. Mężczyzna patrzył się prosto na mnie z poważną miną. Mam nadzieje, że mi uwierzy.
- Czy podejrzewa pani kto mógłby to robić? - zaczęłam dokładnie myśleć. Przeszła mi przez myśl chyba każda osoba, którą znam i nic. Kompletnie nic.
- Nie wiem.. Tyle razy o tym myślałam i nikt nie przychodzi mi do głowy. - na końcu mój głos się załamał. Policjant pokiwał głową i zapisał coś w komputerze.
- Mówiła pani, że groźby przychodziły na telefon. Czy mogłaby pani je pokazać i podać numer? - pokiwałam głową i wyjęłam komórkę z torebki. Weszłam w wiadomości i już ich nie było. Zdziwiłam się. Otworzyłam spis połączeń i również nie było żadnego numeru. Wszystko było wyczyszczone. Nie przypominam sobie żebym to zrobiła.. Jak on mógł mieć mój telefon w ręce?
- Usunął. Usunął wszystko. On był znowu w moim mieszkaniu. - powiedziałam przestraszona. Ali wyrwała mi telefon z ręki i zaczęła w nim coś grzebać.
- Nie ma. Musiał usunąć, proszę pana. - powiedziała przyjaciółka. Podała mi komórkę, uśmiechając się pocieszająco.
- To przepraszam, ale nic nie mogę zrobić w tej sprawie. Nie ma pani żadnych dowodów. Nawet nie miałbym od czego zacząć. Przykro mi. - tylko tyle?! To jest policjant? Oni mają nam pomagać, a nie olewać. Ale trochę go rozumiem. Nie mam żadnych dowodów, więc nie ma żadnego tropu.
- Co?! Nic z tym nie zrobicie?! Wiesz co moja przyjaciółka przechodzi?! On ma ją dopiero zabić żebyście zareagowali?! - krzyczała Alice. Tego się po niej nie spodziewałam. Wstałam razem z nią i ją uspokajałam. Było trudno, ale wyciągnęłam ją z tego budynku. Nie chciałam żebyśmy miały problemy z policją. Szla wkurzona do auta. Nawet ja taka nie byłam, a to przecież o mnie chodziło. Wsiadłyśmy cicho do auta, po czym odjechałyśmy.
- Wiedziałam, że tak będzie. - postanowiłam przerwać ciszę panującą wewnątrz samochodu. Cóż, spodziewałam się, że będzie coś nie tak. Za prosto to wszystko szło. Głupia ja, nawet nie spisałam numeru telefonu.. Brunetka zerknęła na mnie, ale po chwili wróciła wzrokiem na przednią szybę.
- Kiedy on Ci to usunął? - zapytała skręcając kierownicą w lewo. Przejechałyśmy obok supermarketu kierując się do domu. Pomyślałam nad jej pytaniem. Kiedy to mogło się stać? Zawsze miałam komórkę przy sobie.. 
- Nie wiem. - wtedy mnie olśniło! Dzisiaj, jak zapomniałam telefonu, gdy wsiadałam do auta. Wróciłam się do domu i było otwarte okno. Czy on mógłby przez nie wejść? - Alice czy zamykałaś okno, jak jechałyśmy na komisariat? - chciałam się upewnić.
- Jakie okno? Nic nie zamykałam - popatrzyła na mnie dziwnie. Wszystko złożyłam do kupy. Jaka byłam głupia, Boże..
- Jak wyszłyśmy z mieszkania wróciłam się po komórkę. Zauważyłam, że było otwarte okno w salonie, ale pomyślałam, że to Ty zapomniałaś zamknąć. Widocznie on przez nie wszedł. - wytłumaczyłam jej wszystko. - Już nie wiem co robić.
- Wprowadzę się do Ciebie to może odpuści. Damy radę. Nie zostawię Cię z tym samej. - uśmiechnęła się do mnie. Jak dobrze, że ją mam. Jechałyśmy jakieś 15 minut do domu. Od razu, jak wróciłyśmy wzięłam się za robienie obiadu. Nie chciało mi się za bardzo gotować, więc zrobiłam szybkie i proste danie, a mianowicie spaghetti. Gdy skończyłam położyłam dwa talerze z tym przysmakiem na stół. Wraz z przyjaciółką wzięłam się za jedzenie.
- Jak zjemy to możemy pojechać do mnie i pomożesz mi się spakować. - powiedziała Alice z pełną buzią.
- Okej, ale Ty myjesz naczynia. - pokazałam jej język - i z pełną buzią się nie gada. - zaśmiałam się. Lubię ją upominać. Pokazała mi środkowego palca i wzięła się za dalsze jedzenie. Gdy jadłam myślałam o tym, co będzie dalej. On wie, że byłam na policji, Zrobi mi coś? Boje się, bo mnie ostrzegał, a ja go nie posłuchałam. Chociaż teraz będę mieszkać z Al, więc we dwójkę raźniej. 
Z moich myśli wyrwała mnie ręka dziewczyny. Machała mi nią przed twarzą.
- Dawaj ten talerz i jedziemy - podałam jej go, a ona wzięła się za mycie. W ten czas poszłam do ubikacji. Gdy skorzystałam i myłam ręce ktoś do mnie zaczął dzwonić. Zakręciłam wodę, wytarłam dłonie w ręcznik i odebrałam.
- Słucham? - dzwonił do mnie ktoś z zastrzeżonego. Od razu wiedziałam, że to on. Musiałam odebrać. Ciekawiło mnie to, co mi powie. A może się z nim jakoś dogadam.
- Mówiłem Ci coś o chodzeniu na policję do kurwy. - był wkurzony. Nawet mało powiedziane. Był wkurwiony.
- Daj mi spokój. Gdybyś nie robił tego wszystkiego to bym nigdzie nie poszła. - odważyłam się powiedzieć. Mój głos był pewny, aż sama się zdziwiłam.
- Co Ci powiedzieli? Znajdą mnie? Już szukają? - mówił rozbawiony, a na koniec wybuchł śmiechem. Mogłabym go okłamać, że go szukają, ale nie będę robić z siebie idiotki, bo przecież to on usunął numer, tym samym pozbawiając mnie dowodów.
- Jesteś popierdolony! Zostaw mnie w spokoju. - chciałam już się rozłączyć, ale zanim to zrobiłam usłyszałam:
- Pożałujesz tego.
Postanowiłam nic nie mówić o tym Alice. Będzie robiła aferę, a to i tak nic nie da. Będę się trzymać blisko niej to może ten anonim nie zaatakuje.
Gdy w miarę ochłonęłam wyszłam z pomieszczenia i razem z przyjaciółką pojechałyśmy do jej domu. Przywitała nas jej mama. Jest bardzo miłą i pozytywną osobą. Al zawsze ma w niej wsparcie. W pokoju dziewczyny, jak zwykle zastałam bałagan. Ja nie wiem, jak ona znajduje coś w tym pokoju. Brunetka wyjęła torbę i zaczęła się pakować.
- Zamierzasz tak stać czy mi pomożesz? - zapytała oburzona. Zaśmiałam się i wzięłam się do roboty. Po około godzinie wszystkie ciuchy, pamiątki i inne rzeczy brunetki były gotowe do przewózki. Niedawno przyszedł jej tata z pracy, więc pomógł nam wszystko zapakować do auta. Staliśmy przed jej domem, gdy przyszła jej mama
- Chodźcie dzieci coś zjeść. Przygotowałam lasagne. - oznajmiła, a jej córka zajęczała zirytowana.
- Mamo już jedliśmy obiad. - prawda Alice. Jedliśmy. Ale godzinę temu! Już zgłodniałam. Poza tym mama przyjaciółki robi najlepszą lasagne na świecie. Wcale bym się nie obraziła gdybyśmy wstąpiły i wrzuciły coś na ruszt.
- Przestań. To było jakiś czas temu. Może zapytałabyś Claudii? Dziewczyna na pewno jest głodna. - o tak pani Caroline i to bardzo! Przeniosłam wzrok na Al i niemo błagałam, aby się zgodziła.
- Okej, okej. Chodźmy. - poddała się. Weszliśmy do kuchni gdzie stał nieduży stół wraz z sześcioma krzesłami. Usiadłam obok brunetki, a jej rodzice naprzeciwko nas.
- Jesteś jakaś smutna Claudia. Coś się stało? - zapytała mnie mama dziewczyny siedzącej obok mnie. Zawsze była miłą osobą i martwiła się o mnie, jak o własną córkę. Zawsze mogłam do niej przyjść ze swoim problemem. Lubiłam ją.
- Smutna? Chyba się Pani wydaje. Normalna jestem, jak zawsze. - powiedziałam, a na koniec się zaśmiałam. Próbowałam zmienić mimikę twarzy na wesołą żeby pani Caroline mnie nie przejrzała. Nie chciałabym żeby wiedziała, co się u mnie dzieje. Wystarczy, że powiedziałam o tym jej córce.
Po skończonym obiedzie pojechałam wraz z Alice do domu. Mam nadzieję, że dzisiejsza noc będzie spokojna.


Od autorki: Cześć! Przepraszam, że na razie jest nudno, ale później będzie się działo! W tym FF jest pełno zwrotów akcji i zaskoczeń. Zapraszam do komentowania i przypominam o hasztagu na Twitterze, gdzie możecie pisać swoje opinie o "The Call" #TheCallFF

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 4

O Boże! Jak? Co? Gdzie? Czy on mnie widział, jak paradowałam w samej bieliźnie po pokoju? Co za psychol. Podbiegłam szybko do okna zobaczyć czy ktoś tam jest, ale nikogo nie było. Wzięłam telefon i napisałam.

Do nieznany:
Zostaw mnie w spokoju, bo zadzwonię na policje!

Jeśli są to jakieś dzieci, które robią sobie żarty - cóż dla mnie nieśmieszne, to powinno ich to przestraszyć.

Od nieznany:
Och słonko.. I co im powiesz? Nawet nie wiesz, jak wyglądam /N

Do nieznany:
Już zadzwoniłam. Namierzą Cię, zobaczysz.

Oczywiście nie zawiadomiłam ich, ale może to kupi i da mi spokój.

Od nieznany:
Czyżby? Nie lubię kłamców, Claudio. Ach i pamiętaj na przyszłość: lepiej tego nie rób, bo pożałujesz.

Do nieznany:
Jesteś śmieszny. Nie boje się Ciebie. Będę robić co chce

Od nieznany:
Zobaczymy

Tylko tyle? Myślałam, że będzie mnie straszył czy coś. Pewnie dał sobie spokój. Zobaczyłam, że mam tylko 47% baterii. Podeszłam do szafki i wyjęłam ładowarkę. Gdy szłam do łóżka nagle zgasło światło. Myślałam, że to jakaś awaria, ale usłyszałam kroki w salonie. Przestraszyłam się. Boże, to na pewno on. Nie żartował. Zabije mnie. Słyszałam, że zbliża się do mojego pokoju. Kroki ucichły pod drzwiami. Serce podeszło mi do gardła. Po mojej lewej znajdowały się drzwi do łazienki, więc wbiegłam tam i szybko zamknęłam drzwi. Chciałam zadzwonić na policję, że ktoś mi się wkradł do mieszkania, lecz w tym samym momencie przyszedł mi sms:

Od nieznany:
A teraz się boisz?

To jakiś psychol! Kto normalny wkrada się do czyjegoś mieszkania?! Wystukałam drżącymi dłońmi sms'a

Do nieznany:
Zostaw mnie w spokoju, proszę. Nic Ci nie zrobiłam

Odpowiedź nie przychodziła mi przez 2 minuty, może 10 albo nawet przez 2 godziny. Nie wiem ile czasu minęło. Byłam przerażona. Słyszałam, że ktoś chodził mi po pokoju, ale nie miałam odwagi, by tam wejść. Siedziałam już w łazience po ciemku od jakichś 15 minut. Nikogo nie słyszałam od jakiś 10, ale bałam się wyjść. Nagle włączyło się światło. Powoli otworzyłam drzwi, wychyliłam głowę i zobaczyłam, że nikogo nie ma. Obeszłam cały dom, po drodze biorąc nóż z kuchni - tak na wszelki wypadek. Nikogo nie było. Gdy weszłam do pokoju, ujrzałam, że szuflada z bielizną była otwarta. Co za dupek! Grzebał mi w rzeczach i to prywatnych!

Od nieznany:
Następnym razem mnie nie prowokuj
PS pozwoliłem sobie zabrać Twoją czerwoną bieliznę - na pamiątkę :*

Czytałam tego sms'a 10 razy i wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Jak on mógł! Kto to w ogóle jest?! Chciałabym zadzwonić na policję, ale jak on będzie szybszy i coś mi zrobi? Może za niedługo mu się to znudzi... Z tą myślą i dużym strachem położyłam się do łóżka.

(NASTĘPNEGO DNIA, RANO)
Budzik obudził mnie równo o 5:00. Wstałam, zjadłam na śniadanie zapiekanki i poszłam się ubrać. Przed tym wzięłam jeszcze prysznic. Ubrałam na siebie jasne jeansy, czarną bluzkę i białe conversy. Był lekki wiatr, więc nałożyłam na siebie czarną skórzaną kurtkę.Włożyłam do uszu słuchawki i wyszłam.
Całą drogę do kawiarni myślałam o tym, co się wczoraj zdarzyło. Mogłam wyjść i zobaczyć kto to był, ale moja odwaga w tamtym momencie była w skali od 1-10 na poziomie -100.
Weszłam do środka kawiarni. Od razu przywitała mnie moja koleżanka Sara. Ma ona 24 lata. Mieszka z mężem i 2-letnią córeczką. Jest na prawdę miłą, pogodną i pomocną dziewczyną.
Weszłam na zaplecze i przebrałam się w strój roboczy. Jak on wygląda? Otóż jest on w kolorze zielonym i składa się z sukienki przed kolano z rękawami 3/4. Bardzo mi się podoba.
Około godziny 13 (czyli jeszcze została godzina bym skończyła pracę), weszła grupka mężczyzn. Wszyscy byli ubrani na czarno. Było ich czterech. Wyglądali trochę przerażająco. Rozglądali się, aż wzrok jednego z nich - mulata, stanął na mnie. Patrzył się dość uporczywie. W końcu jego kumpel w lokach szturchnął go i poszli usiąść przy stoliku. Nie chciałam ich obsługiwać, dlatego rozglądałam się za koleżankami, ale każda z nich była zajęta obsługiwaniem klientów. To moja praca, więc musiałam tam podejść. Wzięłam głęboki oddech i do ręki mały notes, w którym zapisywałam zamówienia, ruszyłam. Stanęłam przy nich i chrząknęłam, ponieważ byli zajęci rozmawianiem i nie zauważyli mnie. Wszystkie cztery głowy odwróciły się w moją stronę.
- Dzień Dobry! Co podać? - powiedziałam cicho. Czułam się przy nich, jak mały robaczek.
- Ja wezmę kawę i szarlotkę - odpowiedział krótko ścięty brunet o niebieskich oczach. Wydawał się najmilszy z nich wszystkich.
- Więc niech będą cztery kawy i szarlotka - odezwał się ten, którego najbardziej się bałam - mulat. Miał on czysty i przerażający głos. Ciągle się na mnie patrzył tymi brązowymi oczami. Był dziwny.
- Okej. To wszystko? - zadałam standardowe pytanie.
- Tak - odpowiedział mi. Poszłam zrobić te kawy. Czułam na plecach ich wzrok. Wyglądali dość strasznie, a zamawiają kawy? Cóż, bardziej by im pasowało żeby poszli do baru się napić. Ale nie można oceniać książki po okładce. Może nie są tacy źli. Postawiłam na tacy cztery kawy i kawałek szarlotki i ruszyłam do ich stolika.
- Proszę - mówiąc to, rozdałam im zamówione przez nich rzeczy. Podziękowali, oprócz mulata. Ciągle się na mnie patrzył wzrokiem mordercy. Nic mu przecież nie zrobiłam. Postanowiłam chociaż raz w życiu zdobyć się na odwagę i zanim odeszłam, zapytałam:
- Coś nie tak? - mam nadzieję, że nic mi nie zrobi. Wiem, że w około jest pełno ludzi i nie powinien mi nic zrobić, ale wygląda na takiego co nie obchodzi go czy ktoś patrzy czy nie.
- Nie, a czemu miałoby być? - zapytał się i upił łyk kawy.
- Emm.. - chciałam powiedzieć, że się tak dziwnie na mnie patrzy, ale bałam się - z resztą nie ważne. Miłego dnia - i poszłam, a prawie biegłam do lady. Usłyszałam jeszcze za sobą jego śmiech. Idiota. To nie było śmieszne.
Minęło jakieś 15 minut, a grupka nieznajomych wstała i ruszyli do wyjścia. Jeden z nich - ten z lokami, podszedł do kasy zapłacić.
- 3 funty - mruknęłam cicho, nawet na niego nie patrząc. Mężczyzna wyjął z portfela 100 funtów i położył na ladę. Chciałam mu wydać resztę, lecz on się wtedy odezwał
- Reszty nie trzeba - uśmiechnął się słodko. Dopiero teraz zauważyłam, że jest bardzo przystojny. Z resztą tak samo, jak jego koledzy.
- Ale to nawet nie połowa - odparłam zdziwiona. Kto normalny daje tyle napiwku?!
- Po prostu to weź i nie zadawaj pytań. Jeszcze przepraszam za mojego kolegę, ma zły dzień - wyszczerzył się i wyszedł. Jest całkowicie inny niż jego kolega.

Właśnie wybiła godzina 14 i idę do domu. Co to był za dzień.. Dzisiaj przychodzi do mnie Ali i wszystko jej opowiem.
Weszłam do moich czterech ścian i walnęłam się na kanapę, krzycząc "wreszcie w domu!". Jestem mega zmęczona. Niby praca kelnerki nie wydaję się trudna, ale to ciągłe chodzenie od stolika do stolika męczy. Gdy jakoś się ogarnęłam, poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w szare dresy i białą koszulkę. Usłyszałam, jak ktoś wchodzi do mieszkania. Wyszłam z pokoju i ujrzałam Alice. Taak, gdy przychodzimy do siebie to nie pukamy, czujemy się jakbyśmy razem mieszkały.
- To opowiadaj, co u Ciebie! - rzuciła się na sofę i krzyknęła.
- Czekaj - odpowiedziałam i poszłam do kuchni. Wyjęłam chipsy, które wsypałam do miski, a do szklanek nalałam sok pomarańczowy. Wzięłam wszystko, położyłam na stół i usiadłam obok mojej przyjaciółki.
- Ktoś wczoraj włamał się do mojego mieszkania - powiedziałam. Ali przestała jeść chipsy i popatrzyła na mnie wielkimi oczami.
- Co?! Jak to? Gdzie? Kiedy? - zadawała pytania, jak z jakiejś maszynki.
- Mówiłam Ci o tym anonimie, który do mnie wydzwania i wysyła sms'y. To był on. I nie jest "dzieckiem" - nakreśliłam cudzysłów w powietrzu, ponieważ pamiętam, że to ona mnie takim argumentem uciszyła. W ogóle skąd wiem, że to nie dziecko? Bo dziecko, by tego nie zrobiło.
- Widziałaś go? - jeszcze nigdy nie widziałam tak poważnej Al.
- Nie, ale żadne dziecko nie wkradło by się do czyjegoś mieszkania, Al! - podniosłam głos.
- Skąd wiesz? Przecież go nie widziałaś. Co zrobiła z tym policja? - szybko zmieniła temat.
- Nic, bo po nią nie zadzwoniłam - cicho powiedziałam, a raczej zapytałam. Ta jeszcze bardziej wybałuszyła oczy. Swoją drogą nawet nie wiedziałam, że da się jeszcze bardziej.. Zaśmiałam się cicho pod nosem z moich myśli.
- Jak to?! Dziewczyno jesteś normalna?! Ktoś Ci się wkradł do domu, a Ty nic z tym nie robisz tylko żresz chipsy?! - krzyczała i wskazała ręką na mnie, zapychającą się lays'ami.
- Nie drzyj się tak! Nic nie rozumiesz! - również się wydarłam.
- To mi może wytłumacz?!
- Dobra, słuchaj! - zaczęłam jej wszystko wraz ze szczegółami opowiadać. Gdy skończyłam opadłam zmarnowana na kanapę.
- Jezu to na prawdę straszne - popatrzyłam na nią z pokerową miną. Jakbym tego do tej pory nie wiedziała.. Zaśmiała się - przepraszam, ale musisz coś z tym zrobić.
- Ale co?
- Nie wiem, ale następnym razem może on Ci coś zrobić. Musimy coś wymyślić.
- Ale co?
- No Jezu Claudia! Przestań się głupio pytać tylko myśl! - zaczęłam się śmiać. Uwielbiam ją wkurzać. Dziwnie się zachowuję. W takiej sytuacji powinnam siedzieć zesrana ze strachu, a w tym czasie duszę się ze śmiechu.
- Boże co ja z Tobą mam - zaśmiała się Ali.
- Mam pomysł! - krzyknęłam i przestałam się śmiać. Przyjaciółka popatrzyła się na mnie z uniesioną brwią.
- Otóż możesz się do mnie wprowadzić - zapadła cisza. Po kilku minutach przerwała ją dziewczyna, siedząca obok mnie.
- Serio? Chcesz żeby mnie też zabił? Dziękuję Ci bardzo.. - powiedziała poważna, ale zaraz zaczęła się śmiać.
- Niee, chociaż.. - zrobiłam zamyśloną minę, a Ali uderzyła mnie w ramię - a tak na poważnie to jakbyśmy były razem to byłoby mi raźniej. Proszę zgódź się - zrobiłam maślane oczka. Zawsze mi na tym ulegała.
- Ugh, jesteś okropna. Powiem o tym mamie i jutro będziesz mogła nosić moje walizki - pokazała mi język. Ucieszyłam się i rzuciłam się na nią żeby ją przytulić.
Postanowiłyśmy obejrzeć film. Na rozluźnienie wybrałyśmy komedie. Gdy skończyłyśmy, brunetka poszła do domu. Wychodząc powiedziała, że napisze mi sms'a o której mam do niej jutro przyjść i pomóc się pakować.
Nie byłam głodna, więc poszłam umyć zęby i przebrać się w piżamę. Odpaliłam kompa, włączając CS'a. Po około 20 minutach grania usłyszałam, jak ktoś do mnie dzwoni. Odebrałam nie patrząc na numer.
- Słucham? - odezwałam się. Byłam trochę zapatrzona w grę, więc nie wiedziałam kto dzwoni. Ale może to mama. Gdy się wyprowadziłam często do mnie telefonuje, ale rozumiem ją. Robiłabym to samo. W końcu ostatnie dziecko wyfrunęło z gniazda i została ona sama z tatą. Niestety taka jest kolej rzeczy.
- Chce patrzeć, jak umierasz - odezwał się przerażający głos mężczyzny.


sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 3

Rano obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Na początku myślałam, że może być to Diego, z którym umówiłam się na 15, ale to niemożliwe żebym spała aż do tej godziny. Zobaczyłam na zegarku 9:58. Kto to może być? Zwlekłam się z łóżka i poszłam otworzyć. Za drzwiami stał starszy mężczyzna z wielkim bukietem czerwonych róż.
- Pani Claudia Black? - zapytał się. Miał donośny głos. Był ubrany w granatowe spodnie i tego samego koloru koszule. Po lewej stronie na koszulce miał plakietkę z napisem "Flowers". O ile dobrze pamiętam za rogiem znajduje się taka kwiaciarnia.
- Tak. - odpowiedziałam lekko zdziwiona. Nie zamawiałam przecież żadnych kwiatów.
- To dla pani. - dał mi kwiaty, które wzięłam i położyłam na komodzie obok drzwi. - proszę jeszcze tutaj podpisać. - podał mi formularz, na którym złożyłam swój podpis. Zanim zdążył odejść zapytałam się go od kogo one są, lecz powiedział mi, że nie wie, bo on tylko je dostarcza.
Wzięłam kwiaty i poszłam do kuchni. Do wazonu nalałam zimnej wody i wstawiłam do niej kwiaty. Pomyślałam, że może w środku nich będzie jakaś karteczka, więc zaczęłam jej szukać. Miałam racje. Otóż była ona wciśnięta w sam środek. Ledwo co było ją widać. Było na niej napisane "Uważaj na to z kim się spotykasz. Miłego dnia, piękna. N" Co to ma znaczyć? Na kogo mam uważać? Na Diego? Ale on jest przecież miłym facetem.. Pewnie ktoś robi se jaja, ale po co? Przecież nikomu nie dałam do tego powodu. Dla wszystkich staram się być miła. Nie odwołam tego spotkania z nim. Pójdę i zobaczę jaki jest. Jak coś nie będzie mi w nim pasować to się z nim więcej nie spotkam. Proste.
Zauważyłam, że jest już godzina 10:10. Włączyłam głośno muzykę i postanowiłam posprzątać.W trakcie tego, jak zawsze pośpiewałam sobie i potańczyłam. Moje mieszkanie nie jest duże, ale niestety na większe mnie nie stać. Poza tym, jak na jedną osobę to mi wystarcza. Mam tylko salon, pokój, łazienkę i kuchnię, więc szybko skończyłam robioną przeze mnie czynność i postanowiłam przygotować się do spotkania z Diego.Wzięłam długą, odprężająca kąpiel z moim ulubionym lawendowym płynem. Gdy skończyłam owinęłam się ręcznikiem, to samo zrobiłam z włosami. Chciało mi się pić, więc poszłam do kuchni i nalałam do szklanki soku pomarańczowego. Następnie wysuszyłam włosy, po kremowałam się czekoladowym masłem do ciała i ubrałam bieliznę. Nałożyłam na twarz fluid i puder, a na rzęsy tusz. Dopełniłam to jeszcze różem na policzkach. Gdy skończyłam się malować ubrałam jasne jeansowe rurki, białą bluzkę na grubych ramiączkach, którą wpuściłam do spodni, a na to czarny żakiet. Zobaczyłam na telefonie, że jest już 14:57. Poszłam do przedpokoju, wyjęłam z półki czarne buty na obcasie i wyszłam, uprzednio zamykając drzwi. Gdy zeszłam ze schodów zobaczyłam przed blokiem Diega, stojącego koło samochodu. Podeszłam i przywitałam się
- Cześć. - uśmiechnęłam się do niego. Chłopak ubrany był w czarne rurki i niebieską koszulę w kratę. Świetnie się prezentował.
- Hej. - przytulił mnie. Pachniał mocną wodą kolońską. Niestety nie przypadł mi do gustu ten zapach. - pięknie wyglądasz, z resztą jak zawsze. - rzucił komplementem. Zarumieniłam się..
- Dziękuję. Jak zawsze? Widziałeś mnie tylko raz w kawiarni - zaśmiałam się. Cóż, nie lubię, gdy ktoś nie widział mnie, a komplementuje. Chce się podlizać..
- To znaczy chodziło mi o to.... że.... no.. - jąkał się. Dziwne. - że jeśli ładnie wyglądałaś w kawiarni i teraz, to pewnie zawsze tak wyglądasz. - podrapał się po karku i nerwowo zaśmiał. Jeśli taka jest prawda to po co się jąkał i tak dziwnie zachował. Nie widać po nim, że jest nieśmiałym chłopakiem czy coś.. Z resztą może mi się wydaje. Już wydziwiam z powodu tych sms'ów.
- Jedziemy? - zapytał i otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Pokiwałam głową na zgodę i wsiadłam do samochodu. To miłe z jego strony, że otworzył mi drzwi. Wiele chłopaków w jego wieku tak nie postępuje.
W środku samochód był obity kremową skórą. Było bardzo czysto, ale co się dziwić, w końcu to chłopak i dba o swoje cacko. Jak na kelnera to ma drogie auto. Pewnie w tej kawiarni, co się spotkaliśmy tylko dorabia..
Chłopak obszedł wóz i wsiadł. Posłał mi piękny uśmiech po czym odpalił silnik.
- Gdzie jedziemy? - popatrzyłam na niego i zapytałam.
- To niespodzianka. - puścił mi oczko i wrócił do patrzenia w przednią szybę. Postanowiłam już się nie odzywać. Obróciłam głowę i podziwiałam widoki za oknem. W radiu leciała piosenka Ed'a Sheeran'a - The A Team. Mijaliśmy szare budynki mieszkalne, jak i puste place zabaw. Myślałam o tym kto mógł wysłać mi te kwiaty. Był podpisany jako N.. Nie znam nikogo o imieniu rozpoczynającym się na N. Jutro po pracy spotkam się z Alice i pogadam z nią o tym. Może zna kogoś takiego.
Z zamyślenia wyrwał mnie trzask drzwi. Zauważyłam, że zatrzymaliśmy się przed drogą restauracją. Diego otworzył mi drzwi i podał rękę. Chętnie skorzystałam z jego pomocy. Nigdy tu nie byłam. Co się dziwić.. Nie zarabiam dużo, więc nie stać mnie na takie rzeczy.
Weszliśmy do środka. Restauracja była w odcieniach czerni i złota. Gdyby ktoś powiedział mi o połączeniu takich kolorów to bym myślała, że będzie to brzydko wyglądać, ale tutaj.. Brak słów. Jest pięknie. Przy wejściu stał recepcjonista przyjmujący rezerwacje, a obok niego kelner.
- Rezerwacja na nazwisko Smith. - oznajmił mu Diego. Starszy mężczyzna kiwnął głową i coś zapisał. Kelner zaprowadził nas do dwu osobowego stolika. Zamówiliśmy karmelizowaną kapustę z płatkami róży i zieleniną oraz dynie piżmową z fińskim kawiorem. Pierwszy raz słyszę takie nazwy. Mam nadzieję, że posmakują mi te dania.
- Jak Ci się tu podoba? - zapytał mój towarzysz, gdy kelner odszedł.
- Jest pięknie. - uśmiechnęłam się i dalej podziwiałam wnętrze. Przecież nie będę mówić mu o połączeniu kolorów na randce, bo go to pewnie COŚ obchodzi.. Bo to jest randka, prawda?
- Mi też się podoba. Jest to moja ulubiona restauracja. Często tu bywam.
- Aha - posłałam w jego stronę nieśmiały uśmiech.- Więc gdzie pracujesz? Bo rozumiem, że w kawiarni tylko dorabiasz. - postanowiłam zapytać. Ciekawi mnie to gdzie pracuje, że stać go na to wszystko.
- Nie? Pracuje tylko w kawiarni. Czemu pytasz? - Oh, to dziwne. Ja sama pracuje w kawiarni i nie stać mnie na takie luksusy. Poza tym nie chwaląc się, moja kawiarnia jest bardziej znana i zapewne zarabiam od niego więcej, więc..
- Tak sobie. - zaśmiałam się nerwowo. Może ma bogatych rodziców tylko nie chce się przyznać. Z resztą po co miałby mi o tym mówić. To dopiero nasze pierwsze spotkanie. Nie będę o tym myśleć. Zamierzam się dobrze bawić. Kelner przyniósł nam nasze dania i życzył smacznego.
- Mieszkasz sama? - zapytał i nabił na widelec trochę jedzenia po czym włożył do ust. Nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Tak. - odpowiedziałam, wzięłam do ust dynie piżmową z kawiorem. Oh, jest bardzo pyszne. Niebo w gębie. Jeśli wszystkie dania są tu takie dobre to mogłabym je jeść codziennie. - ile masz lat? - bardzo mnie to ciekawi. Wygląda na około 25..
- 26, a Ty zgaduje, że 21 - zaśmiał się. Co?! Strzał w dziesiątkę. Dobry jest. - ale wyglądasz na 18 - odstawił sztućce na talerz i zaczął mi się przyglądać z uśmiechem. Szybko zjadł, ale nie ma co się dziwić. Były bardzo małe porcje. Mi jeszcze trochę zostało..
- Dziękuję. - powiedziałam speszona. Dużo osób mówiło mi, że wyglądam na młodszą. Ale to chyba dobrze? Mi się podoba.
- Powiedz mi coś o sobie. - poprosił. Na ogół nie lubię mówić o sobie, ale to spotkanie po to jest: żeby się poznać, więc muszę.
- Cóż. Jestem trochę nieśmiała...
- Zauważyłem. - przerwał mi i się zaśmiał. Popatrzyłam na niego niezbyt miłym wzrokiem. Nienawidzę, gdy ktoś mi przerywa.
- Więc jestem nieśmiała dla nowo poznanych osób, miła. Przynajmniej staram się taka być - zaśmiałam się - Mam dwóch starszych braci i siostrę. Tak, jak Ty pracuję w kawiarni, ale w "Sunrise". Mam Polskie korzenie. I to chyba tyle. Teraz Twoja kolej - posłałam mu zachęcający uśmiech. Tak zapomniałam Wam powiedzieć. Dużo moich krewnych mieszka w Polsce. Czasami tam jeżdżę na wakacje do cioci. Dlatego też bardzo dobrze znam język Polski.
- Mam starszego brata, nie mam dziewczyny, pracuje w kawiarni, co chyba zdążyłaś zauważyć - dźwięcznie się zaśmiał. Zaczyna mi się to podobać.. - jestem rozgadany i to chyba tyle. W Polsce powiadasz? Nie spodziewałem się tego..

(PÓŁTOREJ GODZINY PÓŹNIEJ)
Dobrze bawiłam się z Diego. Na początku było trochę sztywno i mało się odzywałam, ale później nie mogliśmy przestać rozmawiać. Dużo gadaliśmy o Polsce. Jest on bardzo pozytywnym mężczyzną.
Chłopak odwiózł mnie pod same drzwi klatki schodowej. Podałam mu swój numer, bo powiedział, że na tym jednym spotkaniu się nie skończy - za bardzo mu się podobało. Ucieszyłam się, bo myślałam, że jestem nudna i będzie tam siedział ze mną tylko z grzeczności.
Weszłam do domu i od razu poszłam wziąć prysznic. Gdy skończyłam zobaczyłam, że nie wzięłam ze sobą piżamy. Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie i wyjęłam z szafy za dużą koszulę męską. Jest to mój mały fetysz. Otóż lubię spać w męskich koszulkach. Ubrałam ją na siebie po czym poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki i herbatę. Skończyłam jeść, więc postanowiłam iść spać. Jutro mam na 6:00 do pracy. Muszę się wyspać. Zobaczyłam, że w telefonie, który stoi na szafce nocnej miga na niebiesko dioda, co oznacza, że mam nową wiadomość. Wzięłam komórkę do ręki i otworzyłam sms'a

Od nieznany:
Dziękuję za małe przedstawienie, księżniczko. Następnym razem zasłoń okno ;) N.


Od autorki: Cześć Wam! Rozdział miał pojawić się wczoraj, ale nocowałam u przyjaciółki i nie miałam czasu go dodać. Jak na razie mało jest Nialla w opowiadaniu, ale to się wkrótce zmieni :) 
PS stworzyłam na twitterze hasztag #TheCallFF możecie tam dzielić się opinią na temat tego fanfiction 
A oto róże, które dostała główna bohaterka:
 

Obserwatorzy

CREATED BY
XASHEWX